Chcąc zapoznać się nieco z lajnapem krakowskiego selektora podjąłem próbę przesłuchania omijanego dotychczas przeze mnie brazylijskiego CSS. Mimo tego, iż słuchałem ich jadąc po przedwojennej drodze, która ma to do siebie że każdemu albumowi dodaje nieco nojzowego sznytu, zwyczajnie biło od nich nudą.
Stworzyłem z tej okazji teorię mówiącą, że CSS powstało tylko po to, by bogata miejscowa młodzież miała się przy czym bawić, taki substytut amerykańskich czy brytyjskich kapel [ach, mimo wszystko, daj nam boziu takie rodzime substytuty..]. Z racji szerokości geograficznej ciężko tam pewnie o świeże hajpy z ‘bogatej północy’, działa więc prawo podaży i popytu –> na rynku pojawiają się, z rzadka ciekawe, zespoły grające to czego aktualnie potrzebują słuchacze*.
Brazylia to dziwny kraj, obok niekończących się slumsów mamy widoczki bardziej pasujące do bruklinu, o tutaj. Właśnie na tym znanym fashion blogu dokumentującym między innymi libacje na których stały dress code to chyba „fetysz” albo „raj ban” daawno temu zobaczyłem TAKĄ różnorodność kolorowych najaczów, że stały się one dla mnie must have’em numer jeden. Niestety, nigdy nie miałem dość pieniędzy by kupić te horrendalnie drogie buty, zresztą, gdy stały się równie powszednie jak arafatki zwyczajnie mi przeszło.
Do czego zmierzam? Do największego faux pas tej zimy, powszechnego jak narzekanie u polaków, czyli fuzji wysokich kolorowych najów z dwurzędowym wełnianym płaszczem:
[zdjęcie brzydkie, miałem problem ze znalezieniem książkowego przykładu. Przynajmniej widać że dziewczyna interesuje się sztuką ulicy]
Ale ale, na koniec trochę optymizmu w postaci Conora Obersta i jego ‘wiosennej piosenki’. Być może sezon wiosna/lato 09 wniesie coś nowego do szaf nastolatków – ja sam czekam na powrót wielkich adidasów i grzywek z przedziałkiem na środku. Nawiasem mówiąc, wielce wkurwiające jest to, że często chcąc znaleźć jakąkolwiek oryginalną wersję utworu na you toob trzeba się pierw przedrzeć przez masę pokracznych kowerów w wykonaniu amerykańskich nastolatków. Dlatego wpisujcie polskie miasta [podkreślam, POLSKIE - takie jak Lublin, Koluszki, Lwów, nie jakieś Breslauy] pokażemy ilu nas jest. Może pojawi się w końcu opcja „omit gay-lookin covers”.
*to oczywiście jeden z wyników badać prof. Kołodki. Wprawdzie mogłem założyć, że nieliczni czytający co jakiś czas moje wypociny nigdy nie mieli w rękach tak zacnej pozycji jak „Wędru(ó)jacy świat” ręki ww. profesora, która na mojej półce leży zaraz obok takich tytułów jak Biblia i ‘Porta Latina’. Jednakże znany przypadek artysty młodego pokolenia powstrzymał mnie przed plagiatem – grzechem równie ciężkim jak okradanie artystów z ich twórczości.