Zimowa chandra sprawiła, że w końcu pojąłem iż nadszedł już czas by zająć się tym co najważniejsze – mam oczywiście na myśli budowanie idealnego CV.
Wiedząc, że nic mi po trzech fakultetach jeżeli nie będę mógł dojechać do wymarzonego miejsca pracy moim wymarzonym SUVem, w towarzystwie chłopców, którzy czują że spełnia się ich marzenie życia, a także nieco nierozgarniętych, lecz równie podekscytowanych dziewcząt, rozpocząłem kurs jazdy w szkole oferującej ‘naukę bezstresową’.
Nasze ”źródło wiedzy” to facet w średnim wieku, męski szowinista i książkowy burak. Doceniam jednak barwną umiejętność obrazowania problemów np. “parkowanie równoległe, to jak u nas przy intermarsze” albo “to jest wskaźnik paliwa, jeżeli świeci się żyd [czerwona lampka], należy jechać do cepeenu”. Złote są również psychologiczne wywody z cyklu ‘w samochodzie – jak w życiu!’ np. “w samochodzie, zupełnie jak w życiu, należy być spokojnym. Jeżeli egzaminator powie, że egzamin jest zdany, to proszę zbytnio nie okazywać swoich emocji, żadnych łez radości. Wiem że to trudne, zupełnie jakbyście się dowiedzieli, że umarła bliska wam osoba, też ciężko opanować emocje”.
Instruktor sprawdza również naszą wiedzę z różnych dziedzin życia, fizyka dla przykładu:
Instruktor: to jest wskaźnik prędkości, powiedz mi moja droga, ile przejedziesz jadąc przez godzinę 30 kilometrów na godzinę?
Mojadroga: hmhm, nie wiem : (
Mojadroga2: godzina ma 60 minut… to daje 160km!
W tym momencie spasowałem, a po głowie chodziło mi tylko ‘get me away from here, i’m dying”.
29 marzec 2009 o 20:54 |
o dopiero zaczynasz c:: to czeka cię jeszcze wiele przygód związanych z chodzeniem na jazdy i zdawaniem egzaminów c::::: ps. wczoraj jak skasowałam słup od własnej bramy wjazdowej przy okazji dość powarznie uszkadzając samochód zaczełam sie zastanawiać jak tosie stało rze jednak mam to prawo jazdy.
29 marzec 2009 o 23:07 |
a zaczynam, bo jeszcze szczeniak jestem, jak to mówią “mleko pod nosem, a do samochodu sie pcha!”. Plus tego typu że zdaję w koszaolinie, czyli bez tramwaji i innych wielkomiejskich dziwactw